Django Girls od kuchni - czyli jak się robi warsztaty

Django Girls od kuchni - czyli jak się robi warsztaty

Czerwiec był u mnie okresem permanentnego stanu wyjątkowego. Ciężko było mi działać według planu, bo cały czas wyskakiwały mi zadania o wysokim priorytecie. Możliwe, że wzięłam na siebie ostatnio za dużo obowiązków. Na pewno ucierpiał ostatnio na tym blog i moja dalsza nauka nowych rzeczy. Zanim jednak wrócę do bardziej stałego trybu pisania o programowaniu, chciałabym przedstawić szerzej inicjatywę Django Girls, w którą byłam zaangażowana - czym jest i jak wyglądają przygotowania do takiego niemałego wydarzenia.

Na czym polega Django Girls?

Django Girls to bezpłatne warsztaty programistyczne. Skierowane są głównie do kobiet, ale jeśli są wolne miejsca zapraszamy również mężczyzn. Warsztaty mają na celu przełamać pierwszą barierę przed nowymi technologiami i programowaniem. Dbamy o atmosferę tego wydarzenia, aby ten pierwszy kontakt był łatwiejszy i pomimo problemów technicznych, nikt się nie zniechęcił. Uczestniczki podzielone są na 3-osobowe grupy, a każda grupa ma swojego mentora bądź mentorkę. W ciągu jednego całego dnia, uczestniczki pracują zgodnie z tutorialem (http://tutorial.djangogirls.org/) i uczą się podstaw programowania w Pythonie, obsługi linii komend i systemu kontroli wersji, podstaw Django oraz HTML i CSS.

Inicjatywa jest globalna. Na świecie odbyło się już ponad 350 edycji. W Polce, w różnych miastach działają lokalne grupy organizacyjne. Sama współorganizowałam 3. i 4. edycję w Krakowie.

Cel

Nie ma możliwości nauczenia się wszystkich wymienionych rzeczy w jeden dzień. I to nie jest celem spotkania. Przede wszystkim chcemy oswoić z zestawem narzędzi i pokazać co jest do wyboru, skierować gdzie szukać pomocy i pozwolić na późniejszą samodzielną pracę. Fajnie jest słyszeć: "To działa!" od osoby, która kilka godzin wcześniej nie miała najmniejszego pojęcia czym jest język programowania.

Tyle jest spotkań i meetupów - to co nas wyróżnia?

Przede wszystkim to, że wszyscy nasi uczestnicy biorą aktywny udział w czasie spotkania. Warsztaty to własna praca nad konkretnym projektem, z pomocą mentora. Mimo przerw, bloku wystąpień osób z branży, całość skupia się wokół kodzenia na własnych komputerach. Warsztaty zmuszają, żeby zamienić bierne słuchanie, na aktywną praktykę - nawet tą początkową, powolną i niedoskonałą.

Kiedy przeglądam zgłoszenia potencjalnych uczestniczek, często przewija się, że uczestniczenie w meetupach i spotkaniach z IT. I to jest super, bo zawsze można usłyszeć coś ciekawego i inspirującego. Ale niestety samo słuchanie nie zrobi z nas programistek, tak jak słuchanie muzyki nie zrobiło ze mnie pianistki. Potrzeba sporo praktyki, własnej nauki i samozaparcia. Django Girls ma na celu przełamać właśnie tą bierność i pokazać - popatrz - to nie takie trudne, to żadna magia, Ty też możesz.

Czym Django Girls nie jest

Na pewno nie jest szkołą programowania. Nikt po warsztatach nie znajdzie pracy od razu. Nie, nie zrobimy z Ciebie programistki. W obecnej edycji postanowiłyśmy zrobić dodatkowe spotkanie po warsztatach, aby jeszcze raz zachęcić do odpalenia projektu. Ale zwykle warsztaty nie mają żadnej dalszej części. Wiele zależy od samych uczestniczek. Oczywiście zachęcamy je do dołączenia do społeczności wokół Pythona, podsyłamy materiały i mówimy o możliwościach nauki, ale to w zasadzie tyle. Warsztaty mimo, że intensywne, pozostawiają zawsze niedosyt, który bardzo ciężko w obecnej formie zaspokoić.

Jak wygląda organizacja od kuchni?

Warsztaty trwają jeden dzień, do tego wieczór dnia poprzedniego spotykamy się, żeby zainstalować wszystkie potrzebne rzeczy na komputerze. Pomimo tego przygotowania organizacyjne do warsztatów zabierają ogromną ilość czasu. Wydarzenie jest bezpłatne dla uczestników, ale organizacja wymaga nakładów finansowych. Do naszych wydatków należy między innymi: wyżywienie, opieka nad dziećmi dla tych, którzy nie mają ich z kim zostawić, gadżety, wystrój sali itd. I nie udałoby się nam, jeśli nie dostałybyśmy takiego ogromnego kredytu zaufania od różnych firm informatycznych, które chcą nas wspierać finansowo.

Naszym sponsorom w zamian za ich wsparcie materialne zapewniamy reklamę różnego typu w czasie warsztatów i na naszych kanałach komunikacyjnych. Jednak pozyskiwanie sponsorów nie jest sprawą prostą. Nie każdy ma budżet na wsparcia akcji tego typu, nie każdy widzi w tym wsparcie celu swojej firmy. Niektóre rozmowy są bardzo trudne, dochodzi do licytacji i sporych nacisków. I szczerze powiedziawszy po dwóch edycjach stwierdzam, że zostają z nami firmy, które wierzą w to, co robimy i w długofalowe owoce tej współpracy oraz podzielają nasze wartości. Reszta się wykrusza w czasie różnego rodzaju negocjacji. Nie mamy im tego za złe, po prostu mamy inne cele.

Przygotowanie tegorocznej edycji zaczęłyśmy początkiem marca, co zostawia nam 3,5 miesiąca. I to jest bardzo niewiele czasu, nawet pomimo zespołu z poprzedniej edycji oraz relacji nawiązanych w poprzednim roku. Co zajmuje tyle czasu? Rozmowy ze sponsorami, kwestie administracyjne, koordynacja mentorów, wybór uczestniczek, promocja. To, co widać na samym wydarzeniu to wierzchołek góry lodowej, wynik bardzo złożonego procesu. Zwłaszcza, że bardzo dbamy o atmosferę i rozwiązania typu "zamówcie jakąś pizzę i tyle" odpadają.

Wybór uczestniczek

To jest dopiero ciężkie zadanie. Formularz zgłoszeniowy ma sporo pytań o motywację i to, co chciałoby się dalej robić z wiedzą zdobytą w czasie warsztatów. Odpowiedzi na te pytania są naszą jedyną wskazówką przy wyborze. I to jest o tyle trudne, że lakoniczne odpowiedzi mogą znaczyć, że komuś nie zależy, ale równie dobrze nie czuje się komfortowo rozpisując się ponad kilka słów, które jej zdaniem oddają wszystko. Co rok mamy masę super zgłoszeń, ale ograniczamy się do 45, żeby każdemu zapewnić odpowiednie warunki do pracy. I co roku czuję, że pominęłyśmy mnóstwo naprawdę dobrych zgłoszeń osób, dla których to byłaby ogromna szansa. I wtedy właśnie żałuję, że doba ma 24 h i nie mogę zrobić więcej.

Mentorzy

Zarówno organizatorki jak i mentorzy działają w wolnym czasie, po godzinach, zupełnie pro-bono. Bardzo pozytywne jest to, że tyle osób chce pomóc i podzielić się swoją wiedzą. Chętnych mentorów i mentorek mieliśmy więcej niż miejsc. Byłam pod wrażeniem. Nie byłam świadoma, że jest aż tyle osób, które chcą zrobić coś fajnego, trzeba im tylko zrobić przestrzeń.

Luźne przemyślenia

Miałyśmy spory zespół, bo 6-cio, potem 5-cio osobowy. To jest wielkość, która pozwala porozdzielać zadania i działać niezależnie. Z drugiej strony narzut na komunikację jest spory. Konsultowanie decyzji ze wszystkimi zupełnie się nie udaje. Przy mniejszej grupie, więcej można przedyskutować demokratycznie, tutaj już to nie działa. Większe kwestie faktycznie fajnie przedyskutować grupowo, ale pomniejsze decyzje, muszą być podejmowane samodzielnie.

Siłą dobrego zespołu jest jego zróżnicowanie. Dobrze mieć osoby o różnych kompetencjach i doświadczeniach. Gdyby to była grupa samych programistek, to byłoby nam ciężko. Miałybyśmy podobne ramy myślenia. Wszystkie dziewczyny z zespołu były związane z IT, ale zajmowały różne stanowiska i miały za sobą różne ścieżki kariery zawodowej. I to działa świetnie, bo mnogość perspektyw pozwala wnieść świeżość w dyskusji, a z drugiej strony problem, który dla mnie był nie do przeskoczenia, dla innej osoby był trywialny i praktycznie automatyczny w rozwiązaniu.

Organizacja wydarzenia tego typu uczy bardzo wiele. O własnych ograniczeniach również. Sprawy administracyjne, formalne, budżetowe - zdecydowanie natrafiam na ścianę. Zarządzanie zespołem - wyzwanie, ale wciąż uczę się masy nowych rzeczy. Kontakt i koordynacja uczestniczek - mega dużo pracy, ale mega dużo satysfakcji. Coś mi to mówi o mnie samej - dobrze się kontaktuję z klientem, współdziałam z innymi, chociaż nie lubię konfliktów. Za to bardzo nie lubię administracji i wymagań z góry, które muszą być spełnione, a ja nie widzę w nich sensu. Nie znoszę rozmów przez telefon, nie przepadam za rozmowami z dostawcami. Cenna lekcja na przyszłość. Będę wiedzieć co zlecać innym, a co chcę rozwijać w sobie.

Praca nad warsztatami dużo mi dała, ale na pewno była mega męcząca. Przez kilka kolejnych dni wciąż trawiłam wszystkie wrażenia. Nie było łatwo wrócić do normalnego trybu pracy i innych obowiązków. Ale życie biegnie dalej i czekają nowe wyzwania.

0 Komentarze

Skomentuj